Australia Victoria

Macedon Ranges

Powoli zaczyna nam brakować miejsc w Wiktorii, do których jeszcze nie zaglądnęliśmy w ramach weekendowych wycieczek. Nie żebym się chwaliła 😛 Wymyśliliśmy więc krótką wyprawę w głąb lądu bo ile można siedzieć na tej pięknej plaży?! W Google Maps w naszych mądrych smartfonach wpisaliśmy zatem Hanging Rock i posłusznie podążyliśmy za wskazówkami pani z gugla o głosie miód malina. Półtorej godziny, jeden pokaźny mandat i osiem nierozczesywalnych kołtunów we włosach później byliśmy na miejscu. Było ładnie.

***

I don’t want to brag but I think we have done Victoria pretty well. We have ticked off a considerable amount of boxes and I feel quite good about it 🙂 Another one that we can mark as “done” is Macedon Ranges. We decided to go inland and discover rural landscape. How many times can you go to the beach after all?! We typed in Hanging Rock in Google Maps and followed the sweet-sounding voice of the lady from the Google Maps headquarters. One hour, one speeding ticket and heavily matted hair later we reached our destinations. It was a treat to our eyes. 

Woodend
DSC_0875

 Woodend to doskonała opcja na dobry lancz. Po dziesięciu minutach w dół i w górę ulicy (do najdłuższych ta osada nie należy) stwierdziliśmy, że w Woodend mają sporego hopla na punkcie organicznych produktów co oznacza wszystko jedynie od szczęśliwych krów, kóz i kur, które pasą się na tęczowych pastwiskach z czterolistnymi koniczynkami posypanymi brokatem. Warzywa i owoce równie dopieszczone. Wyhodowane na złotych grządkach przy muzyce Beethovena. W Woodend ciężko zatem znaleźć frytki smażone na starym oleju, fluorescencyjne pomidory lub kotleta w podejrzanej panierce, którymi czasem po prostu trzeba zaśmiecić żołądek. Co za zdrowo, to za dużo.

 ***

Woodend makes a great lunch stop. After ten minute walk up and down the street (Woodend is not particularly long) we realised that the town is all about best quality food and all fancy words on food labels like organic, free-range, etc. Fresh produce only from happy cows, goats or chicken, that all graze and jump around rainbow paddocks full of four leaf clovers dotted with glitter. Fruit and veggies seem to enjoy an equallly happy life before they are harvested for gourmet eaters from around Woodend. They must grow on gold coated farms with Beethoven music in the background. I think it would be very difficult to find in Woodend greasy chips, fluorescent tasteless tomatoes or fried chicken with highly suspicious crumb, basically junk stuff you sometimes need to litter your digestive system with. 

 DSC_0903Po sytym, ale bardzo zdrowym (bo przecież od najszczęśliwszych zwierząt pod tęczą) obiedzie pojechaliśmy w siną dal. Pani z gugla zniknęła wraz z zasięgiem więc polegaliśmy tylko na pozycji mchu i zgaszonych gwiazdach. Nie było to zbyt pomocne.

 ***

After our big but healthy lunch we left Woodend to further explore the area. The Google Maps Lady disappeared with the reception and we had to rely either on the position of moss or switched off stars. Not helpful.

DSC_0961

 Czasem wiatraczek podpowiedział, w którą stronę wiatr wieje. A my jak ta chorągiewka na wietrze zmienialiśmy kierunki. *** The pinwheel would sometimes come in handy pointing out the wind direction.  

DSC_0974

Koniec końców wylądowaliśmy przy mini wodospadzie Turnip Falls.

***

Eventually we arrived at Turnip Falls. Not too bad. Falls, big or small, are always nice to look at.

DSC_1012

 A po drodze przyuważyliśmy dwa wielbłądy beztrosko pasące się na łące. ***Australian fauna will never cease to amaze me. Camels grazing by the road. 

Hanging Rock

DSC_0107Kolejnym punktem naszej bujnej agendy było miejsce o tajemniczej nazwie Hanging Rock (Zwisająca Skała po naszemu). Do pokonania było wiele schodków, pagórków i skalnych labiryntów. W pocie czoła i o zmęczonych łydkach dotarliśmy do szczytu gdzie mogliśmy napawać się pięknym widokiem.

 ***

Next point on our busy agenda was Hanging Rock. We had to climb lots of stairs, steep hills and find our way through a maze of stones. With sweat drops on our foreheads and sore calf muscles we made it to the summit. The strenous physical exercise paid off as the view was spectacular. 

DSC_0014Wejście do parku wokół Hanging Rock strzeże australijska wersja mitycznego Cerbera.

***

The entrance to the park around the Hanging Rock was guarded by the Australian version of the mythical Cerberus. A very intimidating humper. 

DSC_0073

 Po małych uprzejmościach na trawie z torbaczem, musieliśmy pokonać wiele wzniesień o kącie 90 stopni. Polecam uprzednią rozgrzewkę.

***

Chillaxing with a roo wasn’t the best preparation for the physical effort that was in store for us. Lots of 90 degree hills. I advise a short warm up beforehand.

DSC_0094 DSC_0111

The Caboose

Nockę poza domem postanowiliśmy spędzić w starym wagonie pociągu sprytnie przerobionym na sypialnie z łazienką. Z cyklu czego to się nie wynajdzie na Airbnb. I cyklu Chris jest bardzo wysoki.

***

A night away from home has to be done properly. Hence we picked the Caboose as our accommodation. Airbnb can be quite resourceful sometimes 🙂 We like to challenge ourselves and stay at places that are shorter than Chris.

DSC_0162

 Następnego poranka rozkoszowaliśmy się śniadaniem miszczów na werandzie. Kukurydziane kulki o smaku czekoladowym z mlekiem. Smaki dzieciństwa zawitały na naszym podniebieniu.

***

A breakfast of champions! Chocolate cornflakes with milk. The childhood tastes teasing our adult palates.

DSC_0172

Daylesford

Miasteczko o tajemniczej nazwie Daylesford jest uznawane za perełkę rejonu Macedon Ranges. Jest tam milion miejsc oferujących wszelkiego rodzaju wSPAniałe zabiegi, a także spora liczba winnic. Także po tych wszystkich czekoladowych maseczkach, ogórkach na oczach i kąpielach w mleku od spełnionych krów można znowu sponiewierać sobie cerę wlewając w siebie pyszne wino 🙂

 Nie zrobiłam żadnych ładnych zdjęć Daylesford bo się klasycznie zagadałam. Ale w drodze z Woodend do Daylesford trafiliśmy na wodospad, którego nazwy sobie nie mogę kurczę blaszka przypomnieć. W każdym razie…jak zobaczycie znak ku coś tam Falls, skręcajcie według wskazówek 🙂

***

Daylesford is considered the gem of Macedon Ranges. The area boasts a number of SPAs and boutique vineyards. Chocolate face maks, cucumber slices on your eyes and milk baths – all that is supposed to make you soft, silky, young and beautiful – might go down the drain once you hit the vineyards and decide to pour delicious vine into your cleansed body. Make sure you exploit the town in the right order 🙂

I have zero photos from Daylesford as I forgot to take them, must have been too busy chatting away 😛 However, on our way from Woodend to Daylesford we run into a small waterfall (don’t remember the name) and the photos from that spot should make up for the lack of snaps from the SPA and wine wonderland.

Lavandula

Lavandula to farma lawendy wystylizowana na szwajcarsko-włoskie gospodarstwo. Mimo że w moich żyłach nie płynie ani szwajcarska ani włoska krew, to czułam się tam jak w domu. Pewnie dlatego, że miejsce wyglądało jak wyjęte w całym kawałku z Europy i posadzone w Australii

Farma jest cudownie zagospodarowana. Dodatkowy urok tkwi w starych chatkach z kamienia, które zostały zamienione w kawiarnię i sklep z produktami z lawendy. Idealne miejsce na leniwą niedzielę.
Wiele osób wpada na farmę z własnymi koszami piknikowymi załadowanymi po brzegi niedzielnymi przysmakami.

***

Lavandula is a Swiss-Italian lavender farm. Neither Swiss nor Italian blood run in my veins but weirdly I felt like home there. It just looked so European and so familiar. As if a tiny piece of Europe was derooted and planted in Australia. 
The farm is nicely done and dotted with small stony huts. One has been turned into a cosy cafe and the other into a shop with lavender products. The farm is a perfect spot for a lazy Sunday afternoon. It looks that many people go to the farm equipped with picnic baskets and just spend a day around the place.

W ten weekend lecimy do Tasmanii!!! Nie mogę się doczekać. Tasmania jest przecudowna i ponoć serwuje pyszne jedzenie. Mniam mniam! Napiszę co zjadłam 😛

***

 This weekend we’re flying to Tassie. Can’t wait!!!!! It’s supposed to be the land of breathtaking views and amazing food. I’ll let you know next week what I had on my plate in Tasmania 😛

No Comments
Leave a Reply