Australia Queensland

Wielkanoc w Noosa – Easter in Noosa

Wielkanoc w Noosa – Easter in Noosa

Po trochę dłuższej przerwie w końcu wracam. Ta dam! Jestem i  melduje się na blogowym posterunku 😛
Czas Wielkanocnej zadumy spędziliśmy daleko od Melbourne. Naoglądaliśmy
się nowych widoczków (w sumie tylko ja bo Chris wszystkie tamtejsze zakamarki
zna na pamięć), najedliśmy się pyszności i nabiegaliśmy po okolicy w
ramach naszego intensywnego i rygorystycznego programu sportowego. Także z Noosy wróciłam padnięta, ale też naładowana słoneczną energią 😀
Noosa leży w stanie Queensland, nazywanym
stanem słonecznym. I tutaj lokalna ciekawostka: w Australii większość stanów ma
swoje unikalne hasło. Tak jak Wrocław jest miastem spotkań, tak samo niektóre
część Australii chcą się wyróżnić na tle innych swoim charakterystycznym
sloganem. Wiele mieszkańców poszczególnych stanów dumnie wozi złotą myśl na
tablicach rejestracyjnych. Queensland, Słoneczny stan oraz Victoria, miejsce
gdzie warto być to dwa przykłady australijskiej błyskotliwości.
Noosa to 2,5godziny lotu do góry na północ od Melbourne. 2,5
godziny do tropikalnego raju gdzie słoneczna pogoda dopisuje, a woda w oceanie
ma 26 stopni i nie ma wymówki, że zimno 
!!!!! Woda jest tak przyjemna, że ja, największy zmarzluch, który
wiecznie  telepie się z zimna w wodzie i
szybko sinieje, potrafiłam pluskać się godzinami J
I te pluskanie godzinami okazało się trochę niefortunne bo zapomniałam o
regularnej aplikacji kremu z filtrem ( o zgrozo) i sobie trochę twarz
przywędziłam 😛 Ale brwi zostały nienaruszone 😀 Moja siostra kiedyś tak długo
się smażyła, że słońce wypaliło do niewidzialności jej blond brwi 😀 Tak Kasiu, trzeba trochę zawstydzić twój zdecydowanie za duży entuzjazm jeśli chodzi o opalanie 😛

Please be
advised that after a slightly longer
than usual radio silence I am back and ready to report for the blogging duty.

We spent
our Easter far from Melbourne. There we feasted our eyes on beautiful vistas
(actually only me as Chris knows the area like the back of his hand), indulged
in tasty menus and walked, jogged, surfed, kayaked, bodyboarded our way around the area
as per our 
rigorous exercise-packed workout plan. I came back exhausted and sore but at the same time energized!

So where
did we go? Our Easter Bunny was exceptionally generous and took us to Noosa in
Queensland, commonly known as the sunshine state. A bit of trivia: most states
in Australia have coined their own distinguishing slogan. Just like Wroclaw
that proudly calls itself the meeting place, each Australian state has a more or less catchy or appealing slogan which some local patriots carry  embossed on their license plates.
While Queensland is the sunshine state, Victoria is the place to be. With high
temperatures and warm ocean water, Queensland seems more like a place to be to
me. 

Noosa is
2,5h flight away from Melbourne. 2,5hours on the plane and you disembark into a tropical wonderland with amazing weather and exceptionally warm water (26C
!!!!!). The ocean there is so warm that I could spend hours splashing in its waters. Unfortunately,
the happy long splashing turned detrimental to my skin, washing away all the
carefully applied sunscreen and leaving my face red and painfully fried like a chip that someone left for too long in the oven. Lucky
me, my eyebrows remained untouched. Once my sister’s
eyebrows turned invisible after too much sun baking and people would visibly raise their
eyebrows at her new look.  Obviously she didn’t pull it off 🙂 
 Z Noosa wróciłam padnięta, niewyspana, z okropnymi zakwasami i nadszarpniętą dumą (kilka przykrych wypadków na wakeparku Bli Bli). Standardowo, bazując na kilku dniach spędzonych w Noosa, sporządzam listę sugerowanych animacji.
Having spent a couple of intensive days in Noosa, the paradise that sent me back home out of breath, with massively sore muscles, scratched knees and bruised pride (a couple of mishaps at the Bli Bli Wake Park to be described shortly), I would like to list the best activities that should be pursued while there.


1.       Poranna gimnastyka – Morning
exercises



W Noosa chce się wstawać wcześnie i przeżywać dzień od
samego wschodu słońca. Jako zdeterminowani sportowcy wskakiwaliśmy w sportowe
buty o 7 rano i biegliśmy w kierunku parku narodowego gdzie wzdłuż wybrzeża
ciągnie się ścieżka spacerowa, na której panuje niezły korek od wczesnych
godzin porannych. Wygląda na to, że w Noosa wszyscy super zdrowo żyją: bieganie
o świcie, szybka żabka lub kraul w oceanie po bieganiu,  świeży soczek, zdrowe śniadanie, trochę
plaży, wodne sporty, zdrowa kolacja, wczesne dobranoc. Nie tylko super pogoda,
ale jeszcze styl życia do pozazdroszczenia. My pożyliśmy tak kilka dni i bardzo
nam się podobało. To nic, że po 4 dniach nie byłam w stanie swetra założyć bo
tak padnięte były moje mięśnie. Zdrowy
ból 😛
In Noosa
you WANT to get up early and ensure that you live your Noosa life to the
fullest, starting shortly after sunrise. Being highly motivated sportsmen whose
life choices are dictated by the rules of healthy diet and regular exercise (
:P), we would get up at 7 to jog towards the  path running along the National Park and magnificent Noosa coastline. The traffic on the path used to be impressively
heavy with early morning joggers/walkers/surfers putting into practice the
principles of a healthy lifestyle that seems to have been adopted by all Noosa people.
A quick jog, a  refreshing dip in the ocean, a sip of freshly squeezed juice, nice breakfast, some beach
sports, light dinner and early good night seemed to be a regular daily agenda.
We loved living this life! Even though I was unable to put on my sweater due to
sore muscles that Noosa experience left me with. 


W Noosa nie liczy się wiek, każdy ćwiczy po swojemu. I ten pan jest tego najlepszym przykładem. Nasz ulubieniec –  truchtający Markus! Tego pana było wszędzie pełno w Noosa. Ni z tego, ni z owego wyskakiwał zza pleców, spod wody, lub zza drzewa.
Noosa respects sporty people of all ages irrespective of their physical agility. This man looks like the local hero! The slow jogger – Markus! He was literally everywhere, suddenly jogging along the beach with us, randomly playing football with kids, jumping out of the foamy water or enjoying a glass of chilled wine by the tree. Impossibly omnipresent and impossibly energetic!
2.    Rzucanie piaskiem w dal – Long sand throw

W Noosa zdarzają się problemy z
piaskiem, który trzeba z pewnych miejsc odpompowywać żeby dopompować do innych. Zabierzmy tam żeby dać tutaj 🙂 W ramach walki z piaskową erozją, główna plaża została przyozdobiona kilkoma długaśnymi rurami-pompami, które mają zapobiec przemieszczaniu się piasku. Wraz z Chrisem chcieliśmy się przyczynić do ochrony plaży 😀 
To avoid the sand erosion and prevent the main beach from disappearing, as well to cure navigational headaches of Noosa harbour users, big pipes have been introduced as part of the sand recycling system. Willing to participate in the “let’s alleviate the problems caused by the shifting sand” campaign, me and Chris were trying to make small gestures towards fixing the local ecosystem. 

Chris dzielnie walczący o byt głównej plaży w Noosa. 
Chris putting his best foot forward to help Noosa keep its main beach. 
3. Plażowanie – Beach, please

Główna plaża w Noosa lekko zatłoczona, ale wystarczy się przejść kawałek dalej, albo w stronę parku narodowego, albo w stronę ujścia rzeki i spokojnie można rozłożyć wszystkie swoje plażowe zabawki.  Uwaga: dużo pięknych widoczków po drodze!
The main beach looks a bit crowded but if you are not lazy, go either in the direction of the National Park or the river mouth and you will find enough space for all your beach devices. Warning: A lot of beautiful views along the coastline!

Pajączek sobie wisi i podziwia plażę. Nie ma co, w Noosa pająki mają ładne miejsca do zawiśnięcia.
A spider just chilling in its web. Noosa offers highly picturesque spots for spiders to hang and raise tourists’ hair! 



W trakcie podziwiania tamtejszej fauny i flory natknęliśmy się na takie o to miejsce. Proszę bardzo, idealnie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi i w Noosa wskazują na to, że Noosa to moja bajka, i Chrisa oczywiście:)

On our walk committed to the exploration of  the local fauna and flora, we stumbled across this place. Perfect! All the signs in the sky above and on the earth below, and all around Noosa seem to scream one message: Noosa has been designed to accommodate me and Chris 🙂

Pamiątkowa fotka przy barze. Jako sprytny Polaczek szybko wskoczyłam na krzesełko żeby zaprezentować nie jednego, a dwa kciuki do góry do zdjęcia i tyle mnie tam widzieli 😀 hehe
A souvenir photo by the bar. I quickly positioned myself on one of the bar stools, lifted not one but two thumbs up, took the photo and quickly vanished from the place making sure no one wanted to take my order 😛 

 4. Wypatrywanie delfinów – Dolphin spotting

Bajek mi nagadali, że w tym miejscu można dostrzec
delfiny wesoło pluskające się w oceanie. Bujda na resorach, nic nie zobaczyłam. Drogie miasto Noosa, składam oficjalne zażalenie. Oby
inni zainteresowani mieli więcej szczęścia.

The local
rumour has it that dolphins are easy to sport from this point. I was looking and
looking and looking and saw nothing. Dear Noosa, I would love to officially
complain about the failure to catch a glimpse of a dolphin. Anyway, good luck to anyone planting themselves on this
point to see some dolphin action
.

Delfinów nie ma, ale i tak się uśmiechnę do zdjęcia. 
Although I didn’t spot any dolphins, I still flashed my teeth for the photo purposes.
5. Surfing – Surf’s up

Wszędzie gdzie woda, tam i fale. A jak są
fale, to jest surfowanie.  A tym bardziej
jak woda zachęcająco ciepła i nie trzeba wślizgiwać się w ciasny piankowy
kombinezon. Surfowanie bez pianki było mega przyjemna zabawa. Jeszcze nigdy nie czułam
się tak lekka jak piórko na desce 😀 hehe
 Surfowanie bez pianki to także małe
wyzwanie. Fale są bezlitosne i trzeba okazać im odpowiedni szacunek ubierając
przylegający strój kąpielowy. W przeciwnym razie można stanąć na desce z lekko
osuniętym dołem od stroju eksponując plażowym gapiom i innym surferom pośladki lub inne części ciała. Lekki dyskomfort, nie polecam:) Ale to wszystko zależy od indywidualnego akceptowalnego stopnia ekshibicjonizmu oczywiście 🙂 
With big water come big (or less big) waves. And what comes with big (or less big) waves?!
Suuuuuuuuuuuuuuurfing! Especially pleasant if the ocean welcomes watersports
addicts with 25 degree water temperature. Yes, 25! Or maybe 26 😀 The best
thing about it is the fact you do not have to encapsulate yourself in a tight wetsuit. Wetsuit-free
surfing was immensly exhilarating and I myself
felt like a feather on the board with the wetsuit weight suddenly removed 😀
However, you should still bow to the
mighty ocean and show some respect to its powerful crashing waves by wearing close
fitting bathers. Otherwise, you might unexpectedly discover that you’re riding
the waves with your bathers slightly dislocated and your bum exposed to the
public and fellow surfers  😀 However,
the level of discomfort you might feel in this situation depends on your threshold of shame. Mine
is low in terms of bathers misplacement. 

6. Targ Eumundi i dmuchanie w trąbkę – Eumundi Market and Didgeridoo playing

W Australii lubią weekendowe targi, na których można kupić
świeże warzywka, owoce, napić się kawy, poplotkować z sąsiadem, poszperać po różnych
stoiskach i może znaleźć jakieś super perełki. Jana targu dorwałam się do
stoiska z didgeridoo czyli aborygeńskimi trąbkami wykonanymi z eukaliptusa. Bardzo
trudno wydobyć jakikolwiek dźwięk dmuchając w tą olbrzymią rurę.  Mocno się zapowietrzyłam i zaczerwieniłam się
 na twarzy zanim udało mi się cokolwiek
osiągnąć. Jak się dowiedziałam od pana sprzedawcy w tą trąbkę nie dmuchamy, ale
buczymy lub pierdzimy ustami 😀 hehehe 
Local markets with organic products, vitamin rich food, fresh coffee, plenty small talk opportunities and stalls with handcrafted artisan jewellery or homeware that would love to make it to your house are quite popular in Australia. Me and Chris were especially drawn to the stall with didgeridoos, instruments created by Indigineous Australians. Digeridoos look like a long tube and are made from ecalyptus. Playing the instrument is quite tricky and might leave you feeling dizzy from all the lip work involved. Only after turning furious red and being close to exploding my cheeks I managed to produce some sound. Although this was far from the commonly known definition of sound. It was some sort of unclassified noise. Anyway, as advised by the man at the stall, the best results are achieved if you vibrate your lips (which would be better described as “farting” with your lips) rather than energetically blow air into the tube and send lots of saliva downt the instrument. 

 
Digeridoo w przybliżeniu.
A close up on a digiridoo.

Dmucham.
I am vibrating my lips.

Samo-aplauz. Bo bardzo ważne jest rozpoznanie swoich nowych umiejętności. 

I applaud myself with a big laugh. Oh, how I laughed!
Po dmuchaniu w dużą tubę polecam zimne piwo z imbiru. Bardzo popularne w Australii. Całkiem możliwe, że to mylne stwierdzenie bo jest ono głównie oparte na obserwacji Chrisa i jego spożyciu tego trunku. Gdyby piwo z imbiru było osobą, Chris rzuciłby mnie bez zawahania coś się obawiam 😛 
Cold ginger beer looks like a great idea after the lips vibrating activity. It is a very popular beverage in Australia. Or it is not. My statement can be easily challenged as it is mostly based on the observation of Chris’s drinking habits and his very soft spot for this drink. I think if he could go out with ginger beer, he would. Lucky me ginger beer is not a human being!

 7.        Kajaki, kraby i pumeksy – Kayaking,
crab chasing and pumice hunting

Ponieważ my się nudzić nie lubimy i nie umiemy odpoczywać, bez przerwy musimy urozmaicać swoje dni. W ramach naszych sportowych rekolekcji w Noosa w niedzielę Wielkanocną (która tłumaczy nasze długie futrzane uszy) poszliśmy pomachać wiosłami na kajakach. A kajaki były nie byle jakie bo z mini żaglami, które przy sprzyjającym wietrze można podnieść i zwiększyć prędkość kajaka. Bardzo zaawansowana technika. Nie ma co 😀
Na kajakach zjawiliśmy się jako reporterzy bo mamy napisać krótki artykuł dla jednego z australijskich magazynów na temat naszego kajakowego doświadczenia. Celebryty 😀 
We don’t get along with boredom and are strangers to let’s sit down and do nothing concept. For these reasons we always come up with new ideas to make our days more exciting and challenging to our physical condition. We had a unique opportunity to try sunset kayaking in Noosa and inspect in more detail the Noosa riverside. The kayaks were very fancy and equipped with sails which, depending on the wind conditions, could be pointed up to increase the kayak speed!
It should be added that we were acting as real journalists and now going to put together a short description of the experience for one of the Australian travel magazines. How exciting is that?! Very! Does it upgrade our non-existent celebrity status?

Większym turystą już nie mogę być. Byłam zmuszona kupić ten piękny dodatek bo stawiłam się na kajaki bez nakrycia głowy, a słońce grzało i dawało popalić głowie. Czapeczka na bank się przyda niejednokrotnie 😛 
I couldn’t have looked more like a tourist. This sophisticated and very fashionable head decoration HAD to be purchased as on that day the sun was merciless. I am sure the hat will come in handy on many occasions and the fashion bloggers of Melbourne will turn their heads in admiration of this head piece. The green eyed monster will speak up in all of them, I know 😛 


Wiosłując wzdłuż rzeki w stronę oceanu mieliśmy okazję podglądnąć najpierw sokoła obmywającego się przy brzegu rzeki, a potem kraby żołnierze maszerujące we wszystkie strony po skrawku odsłoniętej przez odpływ płycizny. O ile przed pająkami uciekamy z krzykiem, to za krabami ganialiśmy jak szaleńcy. Skrajnie różne reakcje. Ciekawe to dlaczego pająki wywołują w nas obrzydzenie, a te lekko niebieskie kraby nie. Oba gatunki mają bardzo podobną budowę i podobny sposób poruszania kończynami, a mimo wszystko pająków nie znosimy 😀 
Kraby żołnierze są lekko niebieskie i bardzo zwinne. W mgnieniu oka wkręcają się w piasek. Siła tkwi w kupie i kraby trzymają się razem. Jak się wszystkie naraz poruszają to wydają cichy szelest przebierając swoimi cienkimi nóżkami. Do tej pory nie wierzę, że biegaliśmy za nimi jak naćpani mimo, że wyglądały trochę jak stado pająków 😛
Paddling our way down the river towards its mouth and towards the ocean we were lucky enough to spot a hawk enjoying an evening bath by the riverside and then watch soldier crabs marching in all directions on the sandy river bottom exposed by the low tide. Quite interesting when you think that spiders send you running as far as you can , while crabs trigger the opposite reaction. We were in a wild frenzy trying to get as close as possible to the crabs. Both spiders and crabs look a bit similar in terms of their body shape and walking manner. Neverthless, we find spiders scary and disgusting, while crabs are considered more friendly creatures.  

Soldier crabs are light blue, very quick and nimble. They corkscrew their way into the sand in less than a blink of an eye. It looks like the power is in numbers as crabs like to stick to other crabs. While the whole army of crabs is moving they make a quiet rustling sound. I still can’t believe that we were running after the crabs like crazy trying to take some snaps, even though they looked a bit like an army of spiders!

Pumeks jest, to i pięty będą gładkie 🙂 Na lokalnej plaży można potknąć się o pumeks, który wyrzucają fale. Jak się dowiedziałam od pana z sąsiedniego kajaku, pumeks jest skałą wulkaniczną. W okolicy nie ma żadnych wulkanów i nie było, ale ocean niesie ze sobą dużo niespodzianek pochodzących z innych terenów, niekoniecznie tych najbliższych. 
Pumice found! My heels will never be the same. 
In Noosa it is possible to stumble across pumice washed up on the local beach. As explained by the fellow kayaker participating in the same trip, pumice is a volcanic rock. However, there are no volcanos in the area. It just shows to prove that the ocean is full of suprises and keeps decorating the shore with stuff that isn’t necessarily an outcome of the geological changes happening in the nearest neighbourhood. I feel so well educated now!

Maszty w górę!
Sails up!

8.  The Bli Bli Wake Park

 W ostatni dzień miałam niesamowitą szansę obić sobie twarz, ciało, naderwać wszystkie mięśnie i stracić resztki godności. Pojechaliśmy do wakeparku Bli Bli (czyt. Blaj Blaj). Chris bawił się w najlepsze kiedy ja walczyłam z grawitacją, aerodynamiką, wypornością i innymi fizycznymi pojęciami, które mają jakikolwiek sens w tym kontekście. Nie udało mi się stanąć na desce bo za każdym razem jak byłam gotowa na kolejną walkę z mechanizmem wakeparku, moja deska pozostawała na starcie, a ja wylatywałam w powietrze jak z procy 😀 W pewnym momencie się poddałam bo doszłam do wniosku, że moja godność została wystarczająco nadszarpnięta. Nie polecam zabawy w wakeparku bez spodenek! Powtarzam: dziewczyno ubierz spodenki!! Inaczej strój ci spadnie po kolana, tak jak mi 😛 Całe szczęście wszystko dzieje się w mgnieniu oka i ponoć nic nie widać. Ponoć…..Mimo upokorzenia wyjazd do wakeparku niedaleko Noosa polecam 😀 

On our last day in Noosa I had a one in a million opportunity to bruise my face, my body, strain my muscles and lose all my dignity. We went to the Bli Bli Wake Park. Chris was bli-bling his away around the place while I had to cope face to face (or rather face to water) with gravity. aerodynamics, displacement and all other fancy physics related terms that apply at the Bli Bli. Despite my numerous attempts I didn’t stand on the board. Everytime I was ready to deal with the Bli Bli mechanism, my board would stay unmoved at the starting point while I would shoot up in the air only to fall with my face flat on the water. After few spectacular falls I decided that my dignity had been punctured badly enough and called it quits. I do not recommend going to the wakepark without shorts on. Let me reinforce the message: You girl, put on some shorts before coming to Bli Bli! Otherwise you risk losing bathers with the force of the fall stripping you in a microsecond. Despite my pride hitting the new low, I encourage any Noosa visitors to go to the Bli Bli Wake Park. A great experience!
Chris nie miał problemów na desce. Ja trafiłam na ściankę nieudaczników. Ktoś musi 😛 
Chris triumphantly balancing his wakeboard. I, on the other hand, made it to the wall of losers. Someone has to!

Uśmiecham się bo nie miałam pojęcia co mnie czeka.
Smiling! Blissfully unaware of the experience that is in store for me. 

Udało mi się zrobić jedno prawie całe okrążenie na kolankach. Wystarczy, dziękuję.
I almost managed to do the entire lap on the knee board. It was enough, thank you very much. No second helpings for me. 
 Do zobaczenia Noosa – Bye Bye Noosa

Po intensywnych czterech dniach w Noosa musieliśmy pożegnać się z miejscem. Ale jeszcze tam wrócimy, chociażby jako emeryci żeby grzać stare kości w ciepłym słoneczku 😀
Sadly, after four action-jammed days in Queensland we had to wave goodbye to Noosa. We’re coming back to Noosa, no doubts! For sure when we retire and need our old bones to be solar-powered 😀 

No Comments
Leave a Reply