Australia Victoria

Phillip Island from a helicopter

Czy też tak macie? Im starsi, tym bardziej bojaźliwi? Ja im jestem starsza w dowodzie (bo nie duchem), tym bardziej przerażona lataniem. Co za ironia! Mieszkając w Australii jestem przecież skazana na długie godziny w samolocie. Niestety nie da się tego przechytrzyć.

 Każdy lot to wyostrzone zmysły i skrupulatna analiza wszystkich odgłosów na pokładzie, spocone ręce iminimum snu (trzeba czuwać). No chyba, że zaserwuje sobie większą niż przeciętnie dawkę wina. Wtedy strach ma mniejsze oczy.

***

Are you the same? The older you are, the more afraid of planes you get. I’venoticed a certain trend in me. My fear of flying increases with my age. Quiteironical given that distance between Australia and the rest of the world islike a flying life sentence. There’s no chance to apply for bail. 

Each flight equals sharpened senses, ongoing analysis of each noise, sweaty hands and minimum sleep (flight-long vigil isthe key).  The tension drops for a bitafter one too many glasses of wine. Fear becomes less paralysing.

  Chris wcale nie jest lepszy. Zazwyczaj siedzimy jak te ciołki matołki i serwujemy sobie sztuczne uśmiechy próbując wzajemnie podtrzymać się na duchu. Podsumowując, nie należymy do grona wyluzowanych pasażerów.

 I tak o to ostatnio znaleźliśmy się na pokładzie helikoptera. Nie wiem czy ten helikopterek miał w ogóle jakiś pokład. To był mały bąbel z wiatraczkiem na czubku. A w środku bąbla przerażeni my i nasz pilot John (mam nadzieję, nieprzerażony). Lot helikopterem dostaliśmy w prezencie. Jako wdzięczni odbiorcy prezentu zacisnęliśmy zęby i poszliśmy na
żywioł.

***

Chris is no better than me. We usually sit through the flight acting cool and pretending that we are not fussed by dodgy
sounds on the plane. Fake smiles are plastered on our tense faces throughout the flight. No, we are not easy-going passengers. 

And here we are. The biggest cowards in the aviation history sitting in a helicopter, strapped with belts with no escape, waiting for the toy to shoot high in the air like a dragonfly. The helicopter flight was a gift. And as grateful gift-recipients we decided to tackle our fears. 

DSC_0903

 Phillip Island Helicopters to bardzo młoda drużyna. Bezczelnie zapytałam jedną młodą pilotkę ile wylatała
godzin. Wyglądała na świeżo upieczoną osiemnastkę  więc nie mogłam wyjść z podziwu, że taki młody podlotek wzbija się w powietrze! Szacun 🙂  Do wyboru jest kilka tras, które różnią się długością i scenerią. Nasz lot trwał ok 25 minut. Skierowaliśmy się ku Seals Rock czyli skały, na której wylegują się setki fok. Początkowo lecąc nad ziemią, a potem nad zatoką. Przy Seals Rock zakręciliśmy i udaliśmy w stronę bazy obierając trasę nad oceanem.

John okazał się pilotem marzenie. Spokojny, wyluzowany, pewny siebie i … gadatliwy. Zagadywał nas podczas lotu dzięki czemu zapomnieliśmy o naszych strachach. No i te widoki!!!  Nie było czasu na strach. Trzeba było chłonąć tą ulotną i niesamowitą chwilę.

***

Phillip Island Helicopters offer a fewroutes. The difference is in the flight duration and views. Our flight was to
Seals Rock and back. First across the land and the along the bay. At Seals Rock we turned around and flew back along the ocean. 


John, our pilot, was like ourdream pilot. He was calm, chilled, confident and chatty. Chatty is important!! Conversation usually takes our brains away from silly worries. Let’s not forget the views, though!! They were jaw-dropping. In the end, with that amazing scenery under our feet, there was no time to worry about the ways how to catapult from the helicopter.

DSC_0927

 Widok z lotu ptaka był niesamowity. Ciągle piszczałam do słuchawki, że “amazing”, że “awesome”, że “wooow”.  Pocykałam zdjęcia przez pierwsze 5 minut a później siedziałam przylepiona do szyby podziwiając Phillip Island z nowej perspektywy. Było cudownie. Już snujemy plany na kolejny lot helikopterem. Tym razem trochę dalej niż Phillip Island. Aloha!

***

Bird’s eye view was insane!! I kept on squealing with delight to the headset and repeating like a parrot: “amazing”, “awesome”, “wow”. I took a fewphotos and decided to spend the rest of the flight with my face glued to thewindow. It was great to see Phillip Island from an entirely new perspective. Unforgettable experience. The flight gave us a huge kick! We’re already planning another scenic flight! Hawaii it is!

2 Comments
  • Agnieszka | Australove

    Ojej! Ale świetna przygoda! Ostatnio marzy mi się lot balonem, ale widzę, że i lot helikopterem muszę wrzucić na swoją bucket listę!

    • admin

      Koniecznie!! Polecam Phillip Island, zwłaszcza że tak blisko z Melbourne 🙂

Leave a Reply