Australia Victoria

Phillip Island Wildlife Park

Australian animals don’t have the best reputation. It’s their own fault. They either want to sting, bite, burn or simply scare your pants off. Head to the water, it’ll be safe there. Hmm, actually, human-eating monstrous sharks straight from Jaws might get you, or the blood-thirsty giant crocodiles that have the cheek to lurk in salty waters. If you ecape them, watch out for the most ridiculous creature of all – brainless jellyfish that float around and sting like there’s no tomorrow. Ok let’s get out of the water. Land. It must be better, right? Unfortunately not. Snakes carry all sorts of venom, ninja spiders can jump or live underwater (!!!) and the ants come as big as your finger armed with a sting that just seems so unnecessarily painful. Yes indeed, it can all be found Down Under. It’s a predators’ paradise.

Think I’m making too much of this? Just take a look at the news headlines from the last couple of months. They provide compelling evidence that Australian wildlife write the scariest horror stories! No need to rotten-tomato these ones. Item 1: Spear fisherman killed by a crock! Item 2: Woman disappears after being dragged into the ocean by a crocodile! Item 3: Python devours crocodile after five-hour battle! Item 4: Man bitten multiple times by 1,5 m shark! Item 5: Woman finds a snake curled around her Christmas tree! Item 6: Women bitten on that sensitive part in her bikini top by a bull ant! Item 7: Saving the best till last… man bitten twice (on two separate ocassions!) on his ‘appendage’ in his underpants (this is a G rated blog)!

But, thankfully, not Australian animals want you dead. Somewhere amidst that crazy Australian wildlife there are a few species that are rather cute and cuddly. Phillip Island Wildlife Park is a great place to come face to face with kangaroos, koalas, wombats and other nice and cute Australian icons (they also have the some of the scary stuff).

***

Australijskie zwierzęta nie mają najlepszej reputacji. Ale są same temu winne! Chcą nas albo pożreć w kawałku, złośliwie ukąsić, poczęstować zabójczym jadem lub po prostu sparaliżować ze strachu! Rekiny ludojady niczym z filmu Szczęki, krwiożercze krokodyle giganty czające się na świeżą zdobycz, wijące węże zabijaki, wielgachne mrówki, ninja pająki, które skaczą lub żyją pod wodą (!!!) lub galaretowate meduzy, które potrafią poparzyć że ho ho! Tak, Australia to miejsce ekstremalne!

Wystarczy zerknąć na nagłówki prasowe z ostatniego roku! To dostateczny dowód na to, że natura pisze najlepsze/najgorsze horrory. Przykład 1: Wędkarz śmiertelnie zaatakowany przez krokodyla! Przykład 2: Kobieta znika bez śladu wciągnięta nocą do oceanu przez krokodyla! Przykład 3: Pyton pożera krokodyla w całości po 5 godzinach walki! Przykład 4: Mężczyzna zaatakowany i pogryziony przez 1,5 metrowego rekina! Przykład 5: Przerażona kobieta znajduje węża zakręconego wokół jej choinki!! Przykład 6: Kobieta ugryziona przez byczą mrówkę w sutek! Przykład 7 (wisienka na torcie): Mężczyzna ukąszony w swoje klejnoty przez pająka (po raz drugi w to samo miejsce!). Aż się włosy na plecach jeżą od tych tytułów! Ja sama miałam “przyjemność” spotkać kilka węży (raz nawet pytona), kilka pająków, zostać poparzoną przez meduzę i raz przegonioną z oceanu bo w okolicy przyuważono rekina!

Całe szczęście (ufff!!) nie wszystko co chodzi, pełza, drepcze, lata, pływa lub skacze w Australii ma instynkt mordercy! Kilka tutejszych stworzeń można zaliczyć do tej drugiej kategorii czyli słodziaków wywołujących ogłuszające piski szczęścia.

Phillip Island Wildlife Park to doskonałe miejsce na przyspieszony kurs znajomości australijskich zwierzaków.  W parku można pospacerować wśród swobodnie “pasących się” kangurów i emu oraz przyjrzeć innym zwierzakom. W sumie w parku znajduje się 100 różnych gatunków zwierząt. My skupiliśmy się zaledwie na garstce bo spieszyliśmy się na…plażę, jak zwykle.

DSC_0173

While in the park, you can walk among grazing kangaroos and emus. If brave is your middle name, you can even try feeding the animals. But beware! Kangaroos and emus are cheeky customers. Keep your eyes wide open, your senses sharp  and your bag of treats well-hidden.  Before you know it, the greedy emu beaks or nifty kangaroo paws will find their way to the brown bag of goodies!

***

W parku można nakarmić kangury (aka “skaczące szczury”) lub emu z ręki. Nie wiem co dokładnie znajduje się w brązowej torebce co tak bardzo smakuje kangurom i emu, ale na moje oko ten tajemniczy przysmak wyglądał jak wysuszone bobki chomika.

Emus turned out to be excellent at stealing food from the bag when you’re not looking. These birds can be very intimidating. They are tall, can run faster than Bolt and have dinousaur-like claws. You don’t want to mess with them. For a while I didn’t even want to get in the paddock with the free-grazing animals. I stood out the front of the gate for a full five minutes trying to get the courage to enter their turf!

***

Wyostrzona czujność i oczy dookoła głowy to podstawa podczas przechadzki po parku. Zwierzaki są bardzo łapczywe i zapominają o manierach na widok brązowej torebki. Emu okazały się być mistrzami jumy kiedy to bez zapowiedzi wciskały dzioby do torebki. Przez dłuższy czas nawet nie chciałam wejść na teren wybiegu wystraszona bezczelnym zachowaniem emu i przede wszystkim ich rozmiarem! Emu są olbrzymie!! I te ich straszne łapy jak u dinozaurów!

Feeding the kangaroos and emus is definitely the main attraction. However, you can introduce yourself to lots of other weird and wonderful Australian species in Phillip Island Wildlife Park:

Koalas – the laziest of all Australian creatures sleep up 18 hours a day! Just a bit jealous. Where’s my sleeping mask?

Wombats – to me they look like oversize brown guinea pigs. They are beyond adorable!  If you’re hoping for a wombat encounter in the wild, Wilsons Promontory in Victoria is an excellent bet.

Dingos – I hope I never come across dingos beyond the safe walls of the park! They seemed rather relaxed and peaceful but I wouldn’t like to see their less friendly face. Fun fact: dingos don’t bark!

Tasmanian devil –  this black as pitch furry creature is regarded a very dangerous predator! Looking at this small animal running around like its cartoon buddy, it was hard to believe that it could ever do any harm!

***

Oprócz torbaczy i emu, które bez wątpienia są największą atrakcją parku, mieliśmy również okazję zobaczyć na żywo kilka innych symboli Australii:

Koale – największe leniuchy i śpiochy na kontynencie, które przesypiają nawet do 18 godzin dziennie! Szczęściarze!

Wombaty – czyli w mojej interpretacji przerośnięte brązowe świnki morskie. Wombaty to niesamowicie słodkie zwierzaki, które na dziko można spotkać np. w Wilsons Promontory w Wiktorii, niedaleko Melbourne.

Dingo – dzikie psy, których mam nadzieję nigdy nie spotkam na wolności. Psy dingo raczej nie są uwielbiane w Australii. Ciekawostka: psy dingo nie szczekają!

Diabeł tasmański – czarniuteńki jak smoła torbacz o niepozornym rozmiarze ma opinię bardzo agresywnego drapieżnika. Diabeł w parku na agresywnego nie wyglądał, ale niczym popularny diabeł tasmański z kreskówki poruszał się wkoło swojego wybiegu z zawrotną prędkością!

 

No Comments
Leave a Reply