Japan Tokyo

A weekend getaway in Shimoda – Weekend w Shimoda

Jak my się stęskniliśmy za piaskiem we włosach, smakiem słonej wody i zapachem kremu do opalania!!! Australia nas rozpieściła swoimi pięknymi szerokimi plażami i niezliczonymi możliwościami do surfowania. Mieszkając w Melbourne 90% weekendów spędzaliśmy na plaży więc ostatnie 2 miesiące i zero piachu i wody były dla nas niezwykłym szokiem. Powiedzieliśmy w końcu DOŚĆ! nieznośnemu upałowi w Tokio i uciekliśmy z miasta by złapać trochę lżejszego powietrza z nutką słonej bryzy.

Japonia bardzo rzadko kojarzona jest z plażą. Jednak warto wiedzieć, że Japonia posiada w swoim repertuarze kilka miejsc gdzie można zakopać stopy w białym piasku lub bardziej aktywnie – spędzić dzień na desce. Najpiękniejsze plaże są w prefekturze Okinawa. Do tych cudownych rajskich plaż można dotrzeć samolotem, ale to trzygodzinny lot więc Okinawa to pomysł na dłuższy pobyt. Bliżej Tokio jest Półwysep Izu. Wynajęliśmy auto i ruszyliśmy w stronę miasteczka Shimoda.

Zamiast gnać przez wielkie autostrady, zdecydowaliśmy przejechać się wzdłuż wybrzeża mając nadzieje na zjawiskowe krajobrazy.  Krajobrazy były, ale nie zawsze zjawiskowe. Część trasy ciągnie się przez miasta i miasteczka, które są bardzo betonowe, szare, “ciężkie” i dość smutne. Natomiast miejskie plaże mają ciemny piasek, który wygląda na brudny i mało sympatyczny. Dopiero bliżej Shimoda trasa zaczęła trochę przypominać włoskie Wybrzeże Amalfi ze względu  na wysokie klify, wijącą się drogę, turkusową wodę i dużo zieleni.

[ENG]

Oh, how we missed the beach, sand, salty water and the smell of sunscreen! Australia spoiled us so much! Its beautiful beaches, great surfing spots and laid back beach culture are things we miss a lot. 90% of our weekends in Australia was spent on the beach and life in Tokyo has been very different to what we were used to! We decided to escape another oppressively hot and stuffy weekend in Tokyo and get our long overdue beach fix.

Hardly anyone associates Japan with beaches. Fair enough, I had no clue there are beaches worthy of any attention only until last year. Japan boasts a few incredible spots where you can have a good beach experience. Best places are in Okinawa Prefecture. However, it’s a 3h flight from Tokyo and you probably want to stay there longer than Saturday and Sunday. Izu Peninsula offers a nice weekend getaway alternative to the crystal waters of Okinawa. To get our healthy dose of “vitamin sea” we drove to Shimoda.

We picked a coastal route instead of an express highway hoping for a spectacular scenic drive along the coast. At first it wasn’t as spectacular as we envisaged. Coastal cities and town are very concrete, grey, heavy and tired. Also, the sand is black and makes every city beach look dirty and unfriendly. However, closer to Shimoda the drive becomes nicer. It’s even a bit similar to the Amalfi Coast with its high cliffs, beautiful blue water, forest and winding roads.

Plaża Shirahama niedaleko Shimoda

Plaża Shirahama to był nasz pierwszy plażowy postój. To była również pierwsza plaża z jasnym piaskiem. Wszystkie wcześniejsze miejsca straszyły ciemnym piachem, który nadawał wodzie niesympatycznego koloru kałuży. Shirahama była dość tłoczna, ale nie na tyle żeby to przeszkadzało rozkoszować się jej urokami. Woda była przyjemnie chłodna i czysta. Fajnie było w końcu dać nura po dwóch miesiącach tokijskiej parówy!! Ale nasza radość nie trwała za długo. Bardzo szybko przekonaliśmy się, że Japonia (jak to Japonia) ma też swoje zasady na plaży. Spędziłam 15 minut wypluwając sobie płuca by nadmuchać kolorowe kółko, na którym planowałam elegancko kołysać się wraz z delikatnymi morskimi falami. Szczęśliwa pobiegłam do wody by złapać kilka fal na dmuchanym kółku. Rety, co to była za frajda!! Nagle przy moim boku pojawił się ratownik, który pouczył mnie, że kółko ma zostać na plaży na piasku (!!!), a ja mogę jedynie popluskać się wraz z tysiącem innych ludzi w wyznaczonym kwadracie i to tylko do pasa!!!!!! A dlaczego? Bo były niebezpieczne fale. Oczywiście nie było żadnych niebezpiecznych fal. To były normalne delikatne fale, które może uderzą cię w twarz jeśli jesteś totalnym morskim amatorem i masz 1m wzrostu, ale nie na tyle żeby zrobiły krzywdę. Ciężko było nam się przyzwyczaić do tej nowej dziwnej plażowej etykiety bo życie w Australii i australijska kultura plażowania przyzwyczaiły nas do czegoś zupełnie innego. A tu taki zonk.

Shirahama beach near Shimoda

Shirahama was our first beach stop since Tokyo. It was also first beach with semi-white sand. The beach was busy but not overcrowded. Water was pleasantly cooling and clear. We were so excited about the swim!!! It was our first dip since we’d left Melbourne! Two months with no beachtime was way too long!! Our happiness was beyond description. But it didn’t last long. Japan being Japan has its rules when it comes to using the beach. I spent 15 minutes blowing life into my swim ring. I was so happy when I was finally ready for a plunge in my new water toy. Suddenly a lifesaver appeared  and told me off for using the ring. It was not to be used in the water (!!). I was also advised that the only safe spot to enjoy water was in the designated area with hundreds of other people and swimming outside that area was not permitted. To make things more fun, swimming was allowed only waist-deep! Why all the rules? Apparently waves were too dangerous for frisky water behaviour. They weren’t, of course, they were nothing in comparison to Australian waves. A sea amateur would probably get a slap in the face but waves were still too small to crush anyone.  We found it difficult to adjust to the Japanese beach etiquette which seemed a bit ridiculous and overcautious!

Plaża Tatadohama w Shimoda

Jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy dalej ku plaży Tatadohama, która jest uznawana za najpiękniejszą plaże półwyspu. I rzeczywiście jest bardzo urokliwa. Jest biały piasek, czysta woda, fajne fale do surfowania i zielone klify dookoła. Ale!! Znowu zasady jak korzystać z dobrodziejstw natury. Pływanie tak, ale tylko w wyznaczonym ciasnym miejscu (a plaża jest szeroka i miejsca sporo!!). Moje pierwsze spotkanie z wodą na plaży Tatadohama zakończyło się negatywnie. Zostałam przegoniona z wody bo to była “sekcja” do surfowania. Okazuje się, że plaże są segregowane na kategorie: tutaj pływamy, tam surfujemy i kategorii nie łączymy. W Australii wszyscy pięknie i przyjaźnie koegzystują w wodzie, a w Japonii każdy ma swój rewir. Moje dmuchane kółko znowu zostało zakazane, a pluski w wodzie dozwolone jedynie do pasa. Kilka razy weszliśmy głębiej do wody i znowu przy naszym boku szybko pojawił się ratownik, który kazał nam wrócić bliżej brzegu… Większość czasu spędziliśmy na próbach przechytrzenia ratowników ( a to zanurkuje jak się zbliża, a to złapie szybko falę do brzegu jak ratownik płynie w moją stronę itd.) i graniu głupa, że nic nie rozumiemy (bo w sumie nie rozumiemy). Podejrzewam, że wszyscy ratownicy nas nie znosili za niestrudzone nieposłuszeństwo bo pod koniec dnia przechodziliśmy koło grupki ratowników i wszyscy zafundowali nam karcące spojrzenie . I może rzeczywiście byliśmy czasem dla nich upierdliwi i zatwardziale uparci w naszym działaniu, ale serio?! Pływanie do pasa?!

Plażowanie w Japonii okazuje się również dość drogie. Auto można jedynie zaparkować na płatnym parkingu. Jest jedna stawka całodniowa i żadnej szansy na parking na godziny. Wypożyczenie deski do surfowania to również jedna kwota i zero możliwości na wypożyczenie sprzętu na godziny. Kafejki przy plaży lub w miasteczku otwierają dopiero od 11:30 więc nie ma się co łudzić, że uda nam się chwycić poranną kawę przed południem lub “zachodnie” śniadanie. Przez ostatni weekend zjadłam więcej ryżu niż przez cały miesiąc. Od samego rana można jednak kupić margarity lub piwo w przyplażowwych budkach. Angielski w okolicach Shimoda jest rzadko spotykany. Nasza komunikacja opierała się głównie na bardzo podstawowym japońskim i migach.

Mimo tych wszystkich przebojów z ratownikami i mimo wszystkich jenów, które bezdusznie wyciskał z nas plażowy biznes, wrócilibyśmy do Shimoda bo cudownie było poleniuchować na plaży i uciec z przepoconego Tokio!

Tatadohama Beach in Shimoda

The same day we drove further down the coast to Tatadohama Beach which is considered the most beautiful beach on the Peninsula. It is really amazing! It has white sand, clear water, nice waves and picturesque cliffs on both sides.  But again there were certain rules in place on how to use the beach. You can splash around only in the designated area. My first swim at Tatadohama ended with a lifesaver running towards me to tell me that the area where I was was a surfing area and I should move! Yes, beaches have areas. There is a swimming area and there is a surfing area and there is a no go area. And again, only waist-deep swimming was allowed. You should have seen our frustration. We spent most of the time trying to outsmart  lifeguards by swimming in deeper areas and diving whenever we saw a lifesaver coming our way. They must have been a bit annoyed with our stubborn behaviour but so were we with theirs. We had a great time together!

It turns out going to the beach is a pricey enterprise in Japan. You can’t park your car wherever. Every centimeter around the beach in Shimoda is a paid parking and there is no chance you can avoid the full rate by dropping your car for just an hour. There’s only full day rate and that’s the end of the story. Same story renting equipment. A full day price regardless of how long you plan to stay in the water. No hourly rates. Getting a morning coffee before midday verges on a miracle. No cafe opens earlier than 11:30. However, you can buy margharitas or beer well before 11:30 at one of the beach stalls/shops. It is very hard to communicate in English. Most of our communication was very very very basic Japanese and body language. Despite all these “obstacles” and frustration with waist-deep swimming it was nice to get cozy on the sand. enjoy a book in the umbrella shade and feel the cooling sea breeze. Shimoda, we will be back!

Izu Skyline

W drodze powrotnej pomyliłam zakręty (nawigator roku) i wylądowaliśmy na Izu Skyline, która ciągnie się przez bardzo górzysty teren. Czasem mieliśmy wrażenie, że jedziemy do nieba. Drogi wiły się jak serpentyny i kilka razy przejechaliśmy przez obłoki. Trasa jest obłędnie piękna i wiedzie przez lasy i cudowne malownicze japońskie mieścinki z perfekcyjnie przystrzyżonymi polami ryżowymi. Niestety Izu Skyline jest trudną trasą i trzeba uważać na sarny i dziki więc lepiej pokonać ją za dnia co ledwie nam się udało.

Izu Skyline

On our way back I had some issues with Google maps (no, it weren’t my poor navigation skills) and we ended up doing Izu Skyline which has nothing to do with an express highway to Tokyo which we wanted to take. The road is super winding and sometimes so steep we thought we were going straight to the sky. We actually drove through clouds a few times! The road was insanely beautiful and it was amazing to see a different face of Japan – its wilderness, mountains, forest and cute little towns nestled in the forests or surrounded by perfectly manicured rice fields. It’s best to do Izu Skyline during the day because when the sunlight starts to fade away, the road gets a bit creepy and eeirie. Luckily we made it off the skyline just in time!

 

 

 

No Comments
Leave a Reply