Australia Tasmania

Tasmania

 Godzina. Tylko 60 minut w blaszanej puszce ze skrzydełkami dzieli Melbourne i Tazmanię (często skracaną przez tutejszych do Taz/Tassie). Lub nocna przeprawa na statku Spirit of Tasmania. Ale plotka niesie, że przeprawa przez cieśninę Bass’a do najłagodniejszych nie należy więc te opcję zostawiam dla osób o stalowych nerwach i stalowym błędniku!

Przed wyprawą w jeszcze niepoznane, moja wiedza na temat Tazmanii ograniczała się do dwóch żenujących podpunktów:

1) to ta śmieszna plama na dole Australii (błąd kartografów?!)

2) to tam grasuje (a raczej wiruje) diabeł tasmański, którego wszyscy kojarzymy z kreskówek

***

 One hour! It takes only 60 minutes in the metal can with wings to get from Melbourne to Tasmania (Tas or Tassie in the local lingo). If you’re feeling exceptionally adventurous, though, you can hop on the Spirit of Tasmania ferry. The rumour has it that crossing the Bass Strait is not an easy journey and might put you off boats for long. However, if you have nerves made of steel and stomach that will not surrender to the wobbly motion of the boat, try the overnight cruise. 

 My pre-trip knowledge of trivia about Tasmania was embarrassingly poor. The only facts I could retrieve from my brain were:

1) it’s that funny little spot under Australia 

2) it’s a stomping ground for the Tasmanian devil 

 Hobart

DSC_0030

 

 Weekend w Tazmanii, a dokładniej w mieście Hobart, zdecydowanie poszerzył moją mikroskopijną wiedzę na temat tej części Australii. Tazmania urzekła nas swoim naturalnym pięknem. Tutaj naprawdę można się poczuć tysiące kilometrów od tego pokićkanego świata i nacieszyć oczy nieskazitelną urodą miejsca.

 Poniżej subiektywna lista wskazówek co i jak w Hobart. 

***

A weekend trip to Tasmania, to Hobart to be more specific, contributed to my expansion of the knowledge of Tasmania. It’s still less than brilliant but surely better than it was. 

Tasmania is a beautiful and unspoilt place. There you canactually feel thousands of miles or kilometres away from the crazy world of today. 

We didnt’t do incredibly much in Hobart but still enough to provide some tips for a short trip.

 1. Salamanca Market

DSC_0515

W każdą sobotę między 8:30 a 15:00 w centrum Hobart rozstawiane są liczne stragany i odbywa się Salamanca Market, który przyciąga tłumy. Można tam znaleźć klasyczne turystyczne “duperele”, kurzołapki lub durnostojki (jakkolwiek to nazywacie). Znajdzie też się coś dla poszukiwaczy prawdziwych skarbów bo niektóre stragany mają się czym pochwalić i można obłowić się w mnóstwo przyzwoitych rzeczy dobrej jakości not made in China. Sporo produktów wykonanych z drewna bo Tasmania słynie z pięknego drewna sosnowego. Tyle się dowiedziałam na tym straganie 🙂  Po wizycie na markecie mój bagaż w stronę powrotną stał się o kilka kilogramów cięższy.

***

Every Saturday between 8:30 am and 3pm the Salamanca Place turns into the famous Salamanca Market that attracts huge crowds. You can find there anything ranging from Australian made souvenirs to gourmet foods and huon pine chopping boards, wine holders, flower stands, cutlery or antyhing that can be carved out of wood! Tasmania is famous for its huon pine wood which smells incredibly intoxicating! One sniff of the wood teleports you to the middle of the forest. After a stroll between the stands I realised that our hand luggage suddenly gained a couple of additional kgs! So easy to lose your head over all this good quality things sold at the market 🙂

2. Battery Point

DSC_0568

 To najstarsza część miasta. Niestety troszkę pod górkę, zwłaszcza po obładowaniu się dodatkowymi kilogramami zakupionymi na Salamanca Market ! Battery Point to zabytkowa dzielnica Hobart. Zabudowa  bardziej przypomina angielskie miasteczko niż to co przeważa w Melbourne. W okolicy  Battery Point znajduje się wiele ślicznych domków, które wyglądają jak chatki z piernika, nad którymi unosi się wata cukrowa. Dla rozmarzonych, którzy już mkną w stronę tęczy na różowym kucyku szybko dodam, że to nie wata cukrowa, a mgła która otacza górę Wellington, które dumnie się pręży nad miastem. Spacer po Battery Point zapewnia urocze widoczki, a także zadowolone podniebienie. Znajduje się tam mnóstwo fajnych miejsc gdzie można dobrze zjeść. Smacznego!

***

Battery Point is the oldest part of the city. For those who decided to add some extra weight to your bags or backpacks, the walk from Salamanca Market to Battery Point might send a few sweat drops running down your forehead. Yes, it’s up hill. 
Battery Point looks very much like an English little town. There is plenty of cute stone houses that resemble gingerbread houses with fairy floss hanging above the rooftops. Those of you who are already galloping on their pink unicorns towards the rainbow, please be advised that this is NOT fairy floss! It’s just a regular fog that blankets Mount Wellington which proudly looks down on the city of Hobart. 
A walk around Battery Point holds a promise of nice views and good food. There are numerous restaurants and coffeeshops that serve lip-smacking food. Bon appetit!

 3. MONA

MONA to dosłownie muzeum starej i nowej sztuki. Jest to miejsce lekko kontrowersyjne, ale chyba o to chodziło bo przyciąga tłumy. Obecnie jest uznawana za największą atrakcję Hobart. Dyskusyjne 🙂

Muzeum otworzyło swoje drzwi po raz pierwszy w 2011 i zawiera eksponaty z prywatnej kolekcji Davida Walsh’a, którego wszechwiedząca wikipedia opisuje jako zawodowego hazardzistę 🙂 Sam zainteresowany opisuje swoje zbiory jako przewrotny dorosły Disneyland (tutaj bardzo wolne tłumaczenie “subversive adult Disneyland”). MONA rzeczywiście jest przewrotna. Zacznijmy od tego, że całe muzeum znajduje się pod ziemią!! Podziemna przestrzeń muzeum jest niesamowita i tworzy niezwykłą atmosferę. A jeszcze jak do tego doda się dziwną szokującą sztukę to powstaje koktajl wybuchowy. MONA to przymusowy przystanek na trasie po Tazmanii. Nawet jeśli niekoniecznie kochamy lub rozumiemy sztukę.

***

MONA stands for the Museum of Old and New Art. It is a slightly controversial place with two camps fighting to decide if MONA is hot or not. The fact is that it draws plenty of visitors and is considered by many the major attraction of the city. It opened its doors for the first time in 2011. Most of the art at the museum comes from the private collection of David Walsh, the man who stands behind MONA’s current look. Wikipedia describes him as a professional gambler 🙂 
David Walsh calls the place a “subversive adult Disneyland”. MONA is indeed an interesting playground for its visitors. We can experience art with all senses! To make it even more extraordinary, MONA is located underground!! It was carved inside the cliff and the space is insanely weird and mind-blowing.
The interesting inside setup is not all! Once you emerge back to the surface, have a stroll around the museum to discover all the cool sculptures scattered around the place. 

 Muzeum słynie z prowokujących zasobów sztuki, ale również z nietuzinkowej aranżacji przestrzeni dookoła budynku. Jak każdy Disneyland, MONA ma swoją Myszkę Miki. Oczywiście jak na MONę przystało musi to być wersja pokręcona. I tak zamiast podawać sobie ręce z Myszką Miki do pamiątkowej fotki, można sobie przycupnąć na białych rączkach.

***

The museum is home to some interesting piecest that have shocked many! MONA surely stands for provocative and loves to challenge the conventional. For example as every Disneyland it has its own version of Mickey Mouse. At MONA instead of shaking hands with Mickey Mouse you can sit on them!

DSC_0929

Jeśli ktoś czuje niedosyt MONy, to śpieszę donieść, że na terenie muzeum znajduje się kilka nowoczesnych willi, które można wynająć. Każda jest zaaranżowana  w środku w inny sposób, a na szczęśliwych gości czeka kolejnych kilka dziwności, np. mydło w kształcie żeńskich genitaliów….także tak. Kto chce umyć rączki?

 ***

If you feel you can’t get enough of the place, you can always stay the night at one of the pavillions around the museum. Each house is arranged differently and each has its own litte odd details that are supposed to refer to the exhibitions at the museum. Try washing your hands with one of the soaps 🙂

DSC_0698

 

4. Mt Wellington

Ponoć według lokalnych baśni góra Wellington jest zazwyczaj schowana za szarymi chmurami. Nam się udało i drugiego dnia naszego pobytu w Hobart ujrzeliśmy niebo niebieskie jak skóra Smerfetki. Wskoczyliśmy szybko w wynajęty na wariackich papierach samochód i pognaliśmy na szczyt. Z Hobart kursuje autobus, ale jedynie 2 razy dziennie i jak to autobus wlecze się wolno pod górkę więc jeśli nie mamy luksusu jakim jest czas, warto zaopatrzyć się we własne cztery kółka. Widoki? Nie da się opisać. Chyba najpiękniejsza panorama jaką kiedykolwiek widziałam! I chyba wszystkie zdjęcia, które wybrałam są takie same, ale nie mogłam się zdecydować. Dylematy.

DSC_0059

As per the local gossip Mt Wellington is hidden behind the clouds for most of the time. We got really lucky and saw the sky as blue as a smurf! We quickly got into the hired car and Chris stepped his long foot on the gas to ensure we make it to the top before the blue sky decides to turn ugly grey again. There is a local bus that climbs up the winding road to the summit but it goes only twice a day (what an outrageous schedule!) and we didn’t have that much time. Anyway, once we made it to the top we were speechless!! That was probably the most beautiful panorama I’ve ever seen. Still can’t decide which photo is my fav! Daily dillemmas. 

 5. Sunset

Podniecałam się zachodami słońca w Australii chyba już tysiąc razy. Powtarzam się do obrzydzenia. Ale podniecę się tysiąc pierwszy. One są po prostu idealne! Bezbłędnie cudowne! Zapierające dech! I sprawiające, że niebo zawieszone nad naszymi głowami wydaje się przeogromne, a my tacy tyci. I te kolory! Fotoszop takich nie potrafi! Natura – fotoszop 1:0!

 ***

I must have mentioned the amazing sunsets in Australia about one thousand times. Annoying repetition, I know. But I’m not sorry AT ALL and will mention it again. Does it make it one thousand and one then? But the sky in Australia is simply breathtakingly stunning! It’s always so big and we’re always so tiny. And  let’s not forget about the magnificent bright colours! Photoshop can’t do them! The nature beats it!

No Comments
Leave a Reply