Japan Tokyo

Tokio Fakty – Tokyo Factoids

Część druga Tokio faktów.  Bo Gaijin (cudzoziemiec) uczy się codziennie. Wiadomka!

Another portion of some Tokyo Factoids. Because Gaijin (foreigner) learns new things everyday! 

1. Automaty

Kolorowe automaty rażące światłem 24h z piciem, jedzeniem, gadżetami, papierosami (tych mitycznych z używanymi gaciami jeszcze nie widziałam!) są wszędzie. I to wszędzie to żadne wyolbrzymienie by wywołać bardziej dramatyczny efekt.  Automaty są często wciśnięte w niesamowicie abstrakcyjne miejsca! Bo czy na pewno automat z napojami w beznadziejnie malutkich buteleczkach jest potrzebny tuż przy kafejce, w której można się napić dobrej kawy?! Często nie rozumiem co autor miał na myśli pozycjonując automat w danym miejscu.  Chociaż muszę przyznać, że te ustrojstwa dodają ulicom koloru i są dość fotogeniczne! Tak czy siak, Japończycy kochają się w automatach. Im więcej kolorowych guziczków do wciśnięcia tym lepiej! Najbardziej irytują mnie jednak automaty w restauracjach! Czasem nie da zamówić się posiłku u kelnera. Oj nie! Trzeba się nagłówkować przy maszynie, która oczywiście w całości jest po japońsku i modlić się, że ten akurat tutaj guzik to ramen z cienkimi kluskami i dwoma jajkami! Kelner czasem pomoże, a czasem nie. Maszyna następnie wypluwa bilet, który zabiera kelner (!) a my czekamy w napięciu na efekt końcowy naszej zgadywanki!

Vending machines

They looooove a good vending machine in Tokyo. Buttons to press, colorful lights 24/7, cute little products – what’s there not to love about these street contraptions?! Vending machines selling cheap drinks, food, gadgets, cigarettes (still haven’t seen the ones with used underwear) are absolutely everywhere! And everywhere means EVERYWHERE! They are sometimes tucked in the most bizarre and ridiculous spaces! Do you really need a vending machine next to a cafe just behind one of the tables?! I bet they do a good coffee there! A lot of the time I don’t understand why a vending machine was put just right there! But I want to believe there is a clever strategy behind it. The location query aside, I need to admit that vending machines add colour to the concrete jungle of Tokyo and do a good Insta photo! However, there is one particular type of a vending machine I somewhat fear – the “menu machines” at restaurants. All in Japanese of course, no food pictures! Sometimes it’s not an option to order your meal through a waiter.  What you have to do is to scratch your head hard, sweat a lot, press that button that might stand for ramen with two eggs  and pray that this is the thing that will arrive at your table!

2. Kolejki i ćwierki na stacji

W Japonii wszystko odbywa się według określonych zasad. Po roku pewnie będę mogła napisać książkę na temat wszystkich naszych faux pas popełnionych w Japonii. Ale jedną regułę opanowaliśmy szybko: kolejki! Bo do pociągu nie pchamy się jak nieokrzesane cielaki, ale grzecznie ustawiamy w elegancką linię na platformie i potem po kolei wkraczamy na pokład pociągu. Jak już stoję grzecznie w tej kolejce  i czekam na pociąg to mogę a) bezmyślnie miziać paluszkiem po ekranie mojego smart fona lub b) zostawić smart fona i instagram w spokoju i delektować się w odgłosami lasu. Bo w Tokio przyjemny świergot ptaków w metrze to standard. Jak oni sobie potrafią umilić ten czas pod ziemią! Metra nigdy nie znosiłam i wciąż nie znoszę. Ale te eleganckie kolejki i radosne ćwierkanie na pewno pomagają mi przetrwać podziemne podróże.

Życie w Tokio - Life in Tokyo

Queuing and bird noises

Japan is all about following rules, being a law-abiding citizen and respectful to others (awesome!). Sadly, most of the time we are rather clueless and unaware of rules that apply in certain situations. We’re doing our best but I’m sure after a year in Tokyo we will be able to write a whole book on all the faux pas we would have committed. But we mastered one rule pretty quick: queuing (we’re not that slow on the uptake after all!). They just love to form a neat people line in Tokyo! Waiting for a train has never been more organized! And so having secured my spot in an elegant queue I can either a) brainlessly scroll through my Instagram/Facebook feed or b) shut my eyes and listen to the blissful forest noises. Yes, you can listen to chirpy birds in the Tokyo underground! I’ve never been a huge fan of the idea of being underground. But the sophisticated queuing system and the bird noises make quite a pleasant under-the-surface experience!

3. Ani słowa

Ptasie ćwierki na platformach są ok, ale wyższe decybele dochodzące z naszych telefonów już nie.  I tak wsiadając do metra, trzeba uszanować komfort jazdy pozostałych pasażerów pamiętając o kilku zasadach. Po pierwsze należy przełączyć telefon na tryb cichy. Po drugie nie ma, że mama akurat dzwoni na Whatsappie by zrelacjonować ostatni odcinek M jak Miłość i trzeba odebrać telefon. W Japonii nie rozmawiamy przez telefon w pociągu! Jeśli jakiemuś roztrzepańcowi zapomni się o tych regułach, to nic nie szkodzi! Komunikaty podczas jazdy pociągiem grzecznie stale przypominają o tych świętych zasadach!  A skoro już jestem przy pociągowej etykiecie, to jeszcze wspomnę, że w metrze nie jemy więc zachowaj tą uroczą ryżową kanapkę onigiri z tuńczykiem i majonezem na później!! Akurat te pociągowe zasady mi się bardzo podobają. Wiele razy moje uszy zostały zgwałcone przez głośne telefoniczne relacje współpasażerów na temat ostatniej imprezy, kacu stulecia lub miłosnych rozterek.  Albo moje nozdrza podrażnione nieznośnym zapachem kebabów jedzonych w pociągu! Fuj.

Życie w Tokio - Life in Tokyo

Not a word!

Bird noises on a platform are OK but any decibels, however quiet, coming out of your phone are not! There is a certain train etiquette in Japan that you should be aware of.  You have to remember to always put your phone on the silent mode. Also, you should forget that unexpected WhatsApp call from your mum from the other part of the world and refrain from speaking on the phone while on the train. It’s all about respect to your co-passengers who might enjoy their trip less if you choose to speak on the phone! Another thing to remember during your commute through Tokyo is that eating is very much frowned upon, so you’d better put that panda-shaped tuna and mayo onigiri sandwich away! I absolutely LOVE these rules! My ears have been violated by loud and disrespectful co-passengers too many times!! And what about all the gross smell combinations coming from different kinds of food that people tend to eat on the train?! Yucky!

4. Biurokracja

Do tej pory byłam przekonana, że panie z dziekanatu lub urząd imigracyjny w Australii to kwintesencja biurokracji, i że będzie już tylko z górki. A gdzie tam! Japonia udowadnia na każdym kroku, że ja biurokracji to jeszcze nie widziałam!! Żeby móc funkcjonować  w Japonii  i stać się częścią ich systemu trzeba się nieźle nagimnastykować i zrobić szpagat na głowie. Nie zawsze da się porozumieć po angielsku więc wypełnienie najbanalniejszego formularza może okazać się zadaniem na miarę programisty z NASA. Cała administracja powitalna czyli rejestracja jako mieszkańcy, założenie konta w banku, zakup karty SIM, podłączenie internetu w mieszkaniu i wiele innych wymagały tony dokumentów i olbrzymie pokłady cierpliwości. Do Tokio leciałam z przekonaniem, że Japonia jest milion lat świetlnych do przodu z technologią, że roboty będą sprzedawać mi pomidory w markecie, a kosmiczne toalety podgrzeją pupkę. I o ile toalety rzeczywiście mają funkcję ciepłej deski, to reszta technologii nie jest taka zrewolucjonizowana jak się wszystkim wydaje. Japonia tonie w papierach! Mało co załatwi się tutaj online, a portfel trzeba mieć wypchany gotówką bo kartą dużo tutaj się nie zwojuje!

Życie w Tokio - Life in Tokyo

Bureaucracy

I was convinced that the immigration process in Australia was the most hardcore paperwork I’d ever experienced. Nope, it wasn’t! Japan is the new paperwork bully! You have to bend backwards and forewards and do splits on your head to become part of their system! They say that once you’re IN, it’s all easy sailing but for now we’re still forging our way in and most of the time it’s tricky! We don’t speak Japanese and that complicates things…A LOT! Filling out a simple form is sometimes super daunting and targeted at a NASA geek rather than a regular human. All admin we’ve done: registration of residency, setting up a bank account, buying a SIM card or getting home wi fi  required lots of paperwork and heaps of patience. I went to Tokyo conviced that Japan is tech-savvy and way ahead of the game, that robots will sell me tomatoes at a market and an intelligent spaceship-like toilets will warm my you know what! And yes, toilets do funky stuff but rest of the technology is not as advanced as I once envisaged! The reality is that Japan is snowed under lots of paper and it’s sometimes impossible to do things online or even pay with a card!

5. Jazda na dwa kółka

W Melbourne namiętnie pedałowaliśmy na rowerze każdego dnia więc po przeprowadzce do Tokio bardzo szybko chcieliśmy zaopatrzyć się we własne dwa kółka. Ja w rower w stylu retro z koszyczkiem na torebkę i zakupy, a Chris w rower zwinny i smukły w stylu “na kolarza”. Bo rowery to najlepszy środek transportu i najlepszy sposób na poznanie wszystkich zakamarków Tokio.  W japońskiej stolicy są miliony rowerzystów i dobrze jest dołączyć do ich gangu!

 W Tokio rowery rejestrujemy niczym samochody. Można to zrobić w  jakimkolwiek sklepie rowerowym lub punkcie naprawy rowerów. Trzeba przedstawić dowód zakupu, dane sprzedawcy, dane swoje, 500 jenów i dostajemy nalepkę na rower! Ale po co ta rejestracja? A po to, że jak rower zniknie to policji łatwiej będzie zlokalizować skradzione dwa kółka (co mi się już przytrafiło! A rower zniknął bo go ODHOLOWALI! Źle zaparkowałam! No przecież). Druga fajna sprawa jeśli chodzi o jazdę na rowerze w Tokio, to przyzwolenie na jazdę po chodniku! To nie zawsze jest wygodne bo często kończy się na męczącym slalomie wśród miliona dreptających pieszych. Ale sam fakt, że jeśli boję się danego skrzyżowania i mogę wskoczyć na chodnik bez ryzyka mandaciku to  jak dla mnie super sprawa!

Najpopularniejszym typem roweru w Tokio jest tzw. mamachari, na których śmigają przede wszystkim tutejsze mamuśki (mamachari to dosłownie “rower mamy”). Mamachari bardzo łatwo rozpoznać. Wyglądają dość komicznie: koszyk wypchany zakupami z przodu (lub dziecko w siedzonku),  dziecko w siedzonku z tyłu i upocona od pedałowania mama.  Wiele mamachari jest wyposażona w silniczek, który pomaga pokonać pagórki w Tokio. Nie wyobrażam sobie, że obładowane mamuśki pokonują strome wzniesienia siłą własną!

Two wheels

We are bike-addicts and wanted to pedal our way through Tokyo the same way we did in Melbourne. Cycling is the best way to explore Tokyo. It’s cheap (no need to buy metro tickets!), it’s healthy (it gets you moving!), it’s quick (you don’t get stuck in the traffic) and you can cover so much more distance in a day!! A win in so many ways!

Each bike in Tokyo has to be registered! You can do it at any bikeshop. All you need to have on you is a purchase confirmation, seller’s information, 500 yen and a sticker with a barcode is yours! I dislike (A LOT!) paperwork in Japan but the bike registration thing is an awesome idea! It makes it super tricky for sticky fingers to get hold of your bike. Another thing I like about Tokyo and its cycling etiquette is the fact that you can cycle on the pavement! It obviously gets difficult in rush hours or lunch hours when pavements are flooded with pedestrians. Zig zagging between people is not always fun and easy but I prefer that to being on the road at busy intersections!

The most popular bike in Tokyo is probably mamachari which means “mom’s bike”. They are super easy to spot! All you have to look for is a bike that resembles a station vagon on two wheels. A classic mamachari has a basket (usually full of shopping), mama in the middle and a kid in a child seat at the back.  A mamachari usually comes with a small engine. I can’t imagine the poor mums pedalling up the steep hills of Tokyo with the power of their legs only!

6.  Gwiezdne wojny

Nie znam się na gwiezdnych wojnach, ale wiem, że machają tam długimi świetlnymi mieczami. Han Solo i reszta musieli podpatrzyć ten trik w Japonii. Tutaj panowie z podświetlanymi pałkami są rozsiani po całym Tokio!! A to na przykład trzeba zasygnalizować, że zbliża się pociąg do platformy, a to wyjeżdża koparka z budowy więc wypada machnąć do przechodniów STOP! Roboty drogowe bywają niebezpieczne więc również należy porządnie machnąć w lewo i prawo żeby nikt nie wpadł do dziury. Można by napisać całą pracę magisterską na ten temat! Czasem czuję się jak bezmyślna kretynka kiedy panowie na ulicy instruują mnie którą stroną chodnika najlepiej spacerować żebym sobie nie zrobiła bu-bu. A dodam, że każdy rozkopany centymetr chodnika/ulicy jest udekorowany znakami i światłami jak na karnawał. Po kilku tygodniach dochodzę do wniosku, że Japończycy są mistrzami w wymyślaniu sztucznych i totalnie zbędnych stanowisk pracy. Taka praca na niby. Plus tego jest taki, że jest praca i ludzie mają co robić (chociaż najczęściej wyglądają na turbo…znudzonych). Minus taki, że muszę mocno zaciskać z irytacji zęby kiedy “pałkarze” wskazują mi oczywistą drogę! Żebym sobie tylko jedynek nie zdarła.

Życie w Tokio - Life in Tokyo
Sześciu panów na jednym skrzyżowaniu! – Six star wars players at ONE intersection

Star Wars

 I’m not a Star Wars person but I’m familiar with the idea of light sabres. Han Solo and the gang must have stolen that trick from Japan! The whole city of Tokyo is dotted with men with light swords! They will tell you that a train is approaching to the platform, that a digger is driving out of the construction site, that there are roadworks happening on the left side of the pavemenet. They are there to make sure you’re safe and sound and don’t step into that hole in the pavement (which has been decorated with plenty of lights and signs like a Christmas tree anyway). After a few weeks in Tokyo, I can tell that that Japan is amazing at creating fake jobs! I don’t think I need a man from Star Wars to tell me which side of the pavement  is ok to walk on! I think I’m capable of sorhting this out. But whatever makes them happy I guess! People have jobs, they have something to do and they earn money, I walk safely around the city, happy days!

To be continued!

No Comments
Leave a Reply