Australia Victoria

Szukamy wielorybów – Whale-watching

 Rany Julek blog zarósł grzybem i pajęczynami! Już się biorę za porządki. Kilka tygodni bez enternetów na włościach to zdecydowanie za długo. Ale początkowy brak połączenia ze światem zewnętrznym i brak regularnego dopływu fejsbukowych oraz pudelkowych informacji wynagradza nowy widok z nowej dziupli. Przeprowadzka na nowe lokum zakończona i wszystkie sprzęty elektroniczne w końcu podłączone. Czas na rezurekcje online.

 No to jazda z apdejtem 😉 Ręce do góry kto wystał się w jednej z najdłuższych kolejek świata i przedarł się do świata miliarda eksponatów w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie? Ja dokonałam tego w ostatniej chwili kiedy pakowałam manatki do Polski/Australii. Tuz przed pożegnaniem z Londynem zrobiłam rachunek sumienia i rozpiskę miejsc w angielskiej stolicy, które zawsze omijałam ze względu na odstraszające liczby turystów. No i rozpaczliwie uznałam, ze nie zaliczyłam Muzeum Historii Naturalnej! Zdążyłam sobie zrobić pierdyliard fotek przy Muzeum lub pośmigać na łyżwach na świątecznym lodowisku, ale nigdy nie zawitałam do środka bo przecież jeszcze zdążę to odhaczyć. Klasyczne lenistwo. Ale nie o tym miała być mowa. Chodzi o to, że tam w Muzeum jest przeogromna rekonstrukcja wieloryba, największego przedstawiciela tego gatunku, a zarazem największego ssaka. Najlepsze w całej konstrukcji jest to, ze wokół olbrzyma znajdują się rekonstrukcje innych zwierząt: słonia, krowy, żyrafy,hipopotama, lwa, kota, jednorożca, chomika sąsiada i twojego psa, innymi słowy WSZYSTKIEGO co chodzi, skacze, pełza i fruwa po świecie. Calł kompozycja wypchanych zwierząt, wystylizowanych niczym u Madame Tussauds, robi niesamowite wrażenie.  Ale największe wrażenie robi WIELORYB w skali 1:1!!! Takie wielkie monstrum pływa/pływało pod wodami tego świata?!!! O wow!!!  Serio?! Prawie jak całe boisko do kopania piłki! No może przesadzam z rozmiarem, ale ogólnie wielki!!! Połknąłby całe Melbourne!

***

Have you ever been to the Natural History Museum in London and seen this massive reconstruction of a blue whale? Quite a
mind-blowing thing to see forcing you to revaluate anything you thought you know about the world! Just like John Snow, I was reminded that I know nuthing. OnceI saw the real size blue whale I was instantly rooted to the ground and my jaw
dropped to the ground with a loud earth-breaking clunk. To ensure that museum visitors fully understand the staggering size of the whale, the exhibition creators decided to contrast the whale with 1:1 size lion, hippo, giraffe, cat, unicorn, your neighbour’s hamster and your dog, basically all animals the Noah’s Arc could fit and all impeccably styled as if they were going next to the Madame Tussauds. The whole exhibition is an amazing experience but the most amazing thing about it is the whale skeleton!  The exhibition completely blew my mind. Such big creatures swim wild in the oceans?! It was difficult to wrap my blonde head around this idea.

Co wieloryby robią w Australii – Whales, what are you doing in Australia ?

Nadeszła długo oczekiwana okazja do wypatrzenia wieloryba na wolności!! W maju gdzieś sobie wyczytałam przez przypadek, że w miesiącach zimowych (zimowych dla Australii) można zobaczyć wieloryby podążające wzdłuż wybrzeża kontynentu w poszukiwaniu cieplejszych prądów. Głodne, a zarazem płodne i gotowe do prokreacji, wieloryby emigrują z terenów Antarktyki w stronę Australii ponieważ w tamtejszych wodach mogą przebumelować
chłodniejsze miesiące, znaleźć więcej pożywienia i spłodzić male wielorybki. Jak dla mnie tam pod woda mogą robić wszystko, oby tylko pozostały względnie blisko i można je było upolować wzrokiem lub przez lornetkę 😀

***

An eagerly-awaited opportunity to see a whale finally presented itself. My anticipation had been brewing for some time already as in May I had come across the information that humpback whales can be spotted in winter months along the Australian coastline. Driven out from the Antarctic waters by freezing temperatures, whales migrate towards Australia to hang around in warmer sub-tropical waters of Oz. More favourable living conditions mean that whales are able to find
food, mate and breed. 

Wskakujemy na statek – Let’s jump on this boat

Phillip Island to, Phillip Island tamto. Do znudzenia powtarzam jak mantrę, ze Phillip Island to boskie miejsce i nie
sposób się tam nudzić. Mam kolejny argument ZA. Ha! Podczas zimy można wskoczyć na jeden z “whale-watching” rejsów z Wildlife Coast Cruises i trzymać kciuki przez 4 godziny, że jakiś wieloryb okaże się łaskawy i pojawi u wybrzeży wyspy. Pewnej mega mroźnej niedzieli wskoczyliśmy na stateczek by szukać wielorybów. Mimo stałego dostępu do ciepłych napojów (które przestawały być ciepłe po 3 minutach na zewnątrz) oraz klasycznej stylizacji na cebulkę składających się z ciepłych majtek do pasa (które pewnie każda mama pochwali), grubych skarpet i pięciu bluz, trochę zmarzliśmy.

 ***

Phillip Island this, Phillip Island that. I think I have provided enough reason to go there. I’ve hammered home that this is the
ultimate destination in Victoria, a real wonderland of attractions! (no, Phillip Islanders don’t pay me for saying this). However, it turned out recently that despite the staggeringly long list of activities that I have already pursued on the Island, the list still defies to be extinguished. I can enrich my list with one more thing which is whale-watching. So when on one
gloomy, terribly cold, toes freezing, teeth-rattling, I-have-three-jumpers-and-still-freezing Sunday we embarked on a boat to go whale watching with Wildlife Coast Cruises team, I was full of hope that the day would bring a glimpse of a London Museum-sized whale in flesh.

Czy ty mówisz po waleńsku? – Do you speak Whale?

Przed wycieczką warto sobie przypomnieć podstawy waleńskiego, tak na wszelki. nigdy nic nie wiadomo. Moja ulubiona scena z Gdzie jest Nemo. Uwielbiam!!

 Before you embark the boat, make sure you go through the basics of Whale. Do you remember Dory speaking Whale in Finding Nemo?  

Znalezienie wieloryba w wielkim akwarium jakim jest Ocean to lekkie wyzwanie. Mega zmotywowana żeby triumfalnie wykrzyczeć WIELORYB!!!! i dostać order uśmiechu od kapitana za bycie zuch pasażerem czułamsię jak spragniony desperat na pustyni, który daje się uwieść fatamorganie. Każda dziwniejsza fala lub dziwniejsze zawirowanie w wodzie przybierało dla mnie kształt wieloryba. Ale po długim wytężaniu trzeszczy w końcu się udało! Wypatrzyliśmy jednego!!! Alleluja. Nasz długi rejs parostatkiem po Oceanie zakończyłby się dramatycznym szlochem i moim mało eleganckim zasmarkanym nosem gdybym nie wypatrzyła żadnego!

***

 Spotting a whale is anything but simple! Like a thirsty man on the desert dying for a drop of water and imagining phatamorgana, hungry for the thrill of seeing a whale I often confused waves with whale’s fins or other undefinable body parts. Finally our efforts paid off and a whale made an appearance. If I had not seen a whale throughout the 4 hour long cruise, the boat trip would have most likely ended in a big drama and me wiping big tears off my cheeks. So glad one
representative of the species decided to come to the surface! Thank you Mr Whale for making our day!

 Jest i On!! Długo wypatrywany wieloryb. Jak się w końcu pojawił to wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem bo cały stateczek przechylił się na jedną stronę, a wszyscy paparazzi uruchomili swoje aparaty i migawki cykały jak szalone cykady w Egipcie….cyk cyk cyk cyk

***

Here it is!! A humpback whale!! When I finally saw a whale I burst out laughing as the whole boat suddenly sunk deeper into the water with everybody moving to one side of the boat. Photo frenzy began and cameras were making as much noise as cicadas in Egypt. 

 Foki na Seal Rocks – The seals of Seal Rocks

Po tym jak emocje po bliskim spotkaniu z waleniem opadły i wszyscy podnieceni turyści mieli okazje ostudzić swoje przegrzane od wariackiego klikania aparaty, ruszyliśmy ku Seal Rocks, imperium fok. Seal Rocks to nic innego jak skały wystające ponad powierzchnie oceanu, na których wylegują się setki fok. Gdy podpłynęliśmy bliżej skal na początku nie skumałam, że każdy centymetr skalnej powierzchni jest pokryty fokami bo te zlały się kolorystycznie z kamienistym tłem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że skały się ruszają!! Blondynka w Australii.

***

 Having seen a whale, people returned to their seats and tried to contain the excitement, as well as to cool down cameras which had been sent into overdrive.  In the meantime the captain led the boat toward Seal Rocks, the kingdom of seals!  Seal Rocks are a home to a formidable population of seals which occupy every centimetre of the rocky formation.  At first, when we approached the rocks, I didn’t even embrace the real number of seals, mistaking the animals with rocks. Yes, it is actually possible! Both rocks and seals had a very similar colour. Anyway, my colour-blindness aside, the amount of seals we saw was nothing short of amazing!

 Foczki były równie uradowane z okazji spotkania jak turyści. Widać było, że lubią zainteresowanie bo ciekawskie podpływały najbliżej łodzi jak się tylko dało. Popisom i wygłupom przed turystami nie było końca. A gdy kapitan zdecydował, że chwila dla fotoreportera minęła i czas ruszyć dalej, grupa fok zdecydowała się gonić łódkę walcząc o ostatnie chwile zainteresowania.

***

 Seals don’t seem to mind AT ALL the presence of people. Quite the contrary, they love it! They are born show offs who love to
entertain and perform tricks in front of an applauding and photo-taking crowd. They love the spotlight!! When it was time for the boat to continue further along the Phillip Island coast, the playful seals frantically followed the boat
trying to get the last bits of attention!

 Kierunek: Cape Woolamai – Cape Woolamaiward

Między Seal Rocks a Cape Woolamai za dużo się nie działo. Każdy próbował wypatrzyć kolejnego wieloryba, ale bez żadnego rezultatu. Statystki pozostały niezmienione:

 Wieloryby:
1

Foki:
1,256,327.00

 Kilka osób dostało choroby morskiej i zdecydowało, że lepsza impreza jest na dolnej części pokładu, na krzesełko pod toaletą i z głową w plastikowej torebce. My nafaszerowaliśmy się tabletkami zanim choroba morska uderzyła i jakoś wytrwaliśmy rejs bez przygód z plastikowym woreczkiem. Ogólnie bujanie się przez 4 godz na Oceanie jest mało przyjemne. Lepiej zjeść jakieś tabletki przed wycieczką.

 ***

Not much happened between Seal Rocks and Cape Woolamai. Everyone was very eager to catch a glimpse of another whale but in the end our stats remained unchanged:

Whales: 1

Seals: 1,256,327.00

Some people got sea sick and decided to have a little party on the chairs on the lower deck with their heads in plastic bags. Sounds like no fun. Being clever (oh, we so are!), we popped some pills to make sure choppy conditions could spoil our 4hour boat trip.  

DELFINY!!!!!!!!!!!!!!!! – DOLPHINS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Gdy dotarliśmy do Cape Woolamai, który wyglądał od strony Oceanu jak pocztówkowy pejzaż z Tajlandii (kolor wody czad!!!), pojawiły się DELFINY!!!! Wylazł ze mnie duży dzieciak, który nie potrafi kontrolować emocji i za każdym razem jak tylko delfiny wyskoczyły z wody, piszczałam jak 7-letnia dziewczynka, a moje komentarze wchodziły na charakterystyczne wysokie tony, słyszalne tylko przez delfiny (!!!) i nietoperze (BTW: Wczoraj widziałam największego nietoperza świata, który wyglądał jak sam Batman!). Aparatu nawet nie tknęłam bo byłam zbyt oszołomiona nieopisaną radością i bałam się, że wypadnie za burtę!! W pewnym momencie 10 (słownie: dziesięć) albo więcej delfinów wyskoczyło z wody i zaprezentowało swoje smukłe sylwetki. Wtedy to już całkiem ugięły mi się kolana, zatrzęsły ręce, skleiły rzęsy i spociła grzywka z podniecenia !! Podobnie jak wcześniej foki, delfiny wydawały się kochać zainteresowanie i podpływały pod samą łódź. Ponoć uwielbiają płynąć z łodzią bo
fale generowane przez silnik dodają im prędkości. Pani przewodnik, biolog morski, zapewniła mnie, że delfiny tak lubią. Zdecydowałam się jej uwierzyć. Tak czy siak w następnym życiu chce być delfinem!!!

 ***

When we reached Cape Woolamai we thought we must have slept through a bit chunk of the trip as we suddenly found ourselves in a Thailand-like little bay. The colours looked like enhanced in Photoshop. But the best thing was about to happen. Suddenly pods of dolphins came close to the boat. My signature high-pitched excited voice (audible only to dolphins and bats) came out and I suddenly became camera-illiterate, unable to take a single photo. At some point about 10(in words: ten) or more dolphins jumped out of the crazy-turquoise water to exhibit their sleek bodies and handsome fins. The show had a knockdown effect. I was paralysed by the uncontainable excitement!! As explained by our tour guide, a marine biologist, dolphins love swimming along boats and catching waves generated by the boat engine. I was terrified to see dolphins swim underthe boat. But this is what they seem to enjoy the most. And our tour giude was a marine biologist so I decided to trust her. Anyway, I want to be a dolphin in my next life.

Po tym weekendzie musiałam trochę przewaluować moje priorytety. Do niedawna jarałam się kangurami i misiami koala. Teraz jestem gotowa na poświęcenie, walkę z oceanem, chorobę morską i pot, wszystko byle znowu zobaczyć delfiny !! Dowiedziałam się również, że istnieją śmiałkowie, którzy kajakują sobie wokół Cape Woolamai. No nie wiem nie wiem czy to taki super pomysł. Ocean nie oszczędza skał w tym miejscu. Wściekle spienione fale wydają się mało przyjazne. Jeśli kolejne lato przyniesie jakiś super mega spokojny dzień i gładką taflę wody, to może skuszę się na kajaczki. A wtedy….Gdzie są moje wiosła?!!

 ***

 After a recent weekend on the Island I was forced to revise the list of my fav activities. Currently the real drawcard for me is the opportunity to see pods of dolphins in the waters surrounding Cape Woolamai. I am very motivated to spend the whole day and night around the Cape, anything it takes to see dolphins again. I have also learnt that some people are brave enough to kayak around the Cape. Not sure if I am that courageous to handle kayaking in the foamy and angry waters surrounding the Cape Woolamai but maybe next summer will offer a calm day when the ocean is less daunting. And then….where are my oars?! 

No Comments
Leave a Reply